piątek, 18 kwietnia 2014
:)
A więc tak ... Kilka dni przed sylwestrem rozmyślałam nad postanowieniami noworocznymi. Wiedziałam jedno, że chce zmienić wszystko o 180 stopni. Pewne redukcje poczyniłam już we wrześniu , ale w raz z końcem 2013-ego roku chciałam zamknąć pewien rozdział swojego życia. Zerwałam kontakty z nie odpowiednimi ludźmi i zajęłam się książkami oraz innymi rzeczami. Przerwę bożonarodzeniową spędziłam na lekturze ''Hobbita'', swoją drogą ciekawa książka, ale nie o tym. Myślałam dużo nad tym co się zdarzyło i jak chce, żeby wyglądało moje życie. Miałam tak zagospodarować swój czas, abym mogła uczyć się do zbliżających się wielkimi krokami egzaminów. Powiedźmy, że po części się z tego wywiązałam. ;) Chciałam mieć dużo czasu dla przyjaciół, w sumie to się nie spełniło, ale to temat na oddzielną notkę. Nie miałam ochoty z nikim gadać, a tym bardziej kogokolwiek poznawać. Ale stało się inaczej. Zaczęło się od zwykłych życzeń noworocznych. Zaczynamy jako nie znajomi i tak samo kończymy, ale w tej szczególniej sytuacji było inaczej. Na początku tylko pojedyńcze rozmowy tak naprawdę o niczym, chodź z czasem wszystko nabrało kolorów. Konwersacje odbywały się już bardziej regularnie i zmieniły swój charakter. Nie trudno było się domyśleć do czego to wszystko zmierza, ale nie można było dać po sobie tego poznać. :) I tak od słowa do słowa ... Powiedziałam tak. :) Jest jak jest, są chwile gorsze i lepsze, ale mimo wszystko wciąż razem. Mam nadzieję, że tak już pozostanie. (Fakt czasami doprowadzasz mnie do szału, ale nie zamieniłabym Cię na nikogo innego.) Kiedy się pojawiłeś dużo się pozmieniało, bo przedtem nie było za ciekawie, było cholernie paskudnie, a nie było z kim o tym pogadać. Nie jest i nie będzie tak jak było w grudniu i jeszcze wcześniej. W życiu nic nie dzieje się przypadkowo, Bóg doskonale wie co robi. Także na zakończenie chciałabym Ci za wszystko podziękować i przeprosić za siebie i swoje zachowanie. Więc dziękuje i przepraszam. :)
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Zegar wybił północ, a ja dalej siedzę oparta o ścianę i myślę. Rozmyślam nad różnymi sprawami. Nad tym co było, nad tym co jest teraz i nad tym co będzie. Wiem jedno musi być dobrze, bo ja będę szczęśliwa nawet, gdybym miała to szczęście sobie narysować lub wyczarować. Chciałabym zniknąć na parę dni, odpocząć od tego wszystkiego, ale wiem, że nie mogę. Nie można chować głowy w piasek trzeba stawić czoła problemom. Na wyciągnięcie mojej ręki znajduje się szafka. Sięgam do jednej z szuflad i wyciągam śliczny scyzoryk, który dostałam na urodziny od taty. Jednym ruchem dłoni otwieram nóż, dość ostry. W sumie to nie wiem po co, bo to i tak nic nie pomoże. Pozostanie tylko paskudna rana, a potem blizna, która będzie w przyszłości przypominać o tych gorszych chwilach, chwilach słabości. Spoglądam na tapetę mojego telefonu i łzy same jakoś napływają do oczu. Wiem obiecałam Ci, że już nigdy więcej. Chce dotrzymać obietnicy chodź łatwo nie jest, ale mimo to podołam.
sobota, 12 kwietnia 2014
#@
To boli. Każdego dnia coraz bardziej. Myśl, że osoba, na której ci tak bardzo zależy olewa cię. To strasznie smutne. Nikt nie wie jak to jest, kiedy nie ma się żadnego, nawet najmniejszego powodu, by rano wstać i funkcjonować przez jakieś następne dwanaście godzin. Nie wiecie jak to jest wymuszać uśmiech, by nie było zbędnych pytań. Nie zdajesz sobie sprawy jak to jest brać oddech z bólem serca, które o wszystkim przypomina. Ciągle czekam. Wstaję rano i czekam. Jem śniadanie i czekam. Idę do szkoły i czekam. Na przerwach śmieję się, ale czekam. Wracam i czekam. Jem obiad i czekam. Odrabiam lekcje i czekam. Kładę się spać i czekam. Śpię i czekam. Cały czas czekam, to przestało być śmieszne. Już nie pamiętam jak to jest płakać ze szczęścia. Bliższy jest mi płacz z bezsilności. Ktoś kiedyś powiedział: ''Nikt nie potrafi śmiać się za każdym razem z tego samego. Dlaczego więc wciąż płaczecie z tych samych powodów?'' Dobre pytanie. Staram się. Ale wieczory i noce, które po nich następują są najgorsze. Wtedy nie mam już siły, by się uśmiechać i udawać, że jest dobrze, bo nie jest i nic nie zapowiada tego, że się polepszy. A najgorsze? Najgorsze jest widzieć jak z dnia na dzień coraz bardziej się od siebie oddalamy i ta kompletna bezsilność, by cokolwiek naprawić. Czego się boję? Boję się stracić ludzi, których kocham. Boję się, że kolejny raz mi się to przydarzy. Boję się samotności. Boję się kiedyś obudzić i zdać sobie sprawę z tego, że nikogo przy mnie nie ma.
niedziela, 6 kwietnia 2014
@
Ludzie coraz częściej pytają czy jestem szczęśliwa. Z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć, że tak. Dlaczego?. Bo robię to co kocham i kocham to co robię. Mam wokół siebie ludzi, którzy mnie akceptują. Czuję się kochana. Otacza mnie muzyka i świat książek, który tak bardzo lubię. mam wspaniałego chłopaka, którego bardzo kocham. Prawdziwi przyjaciele są przy mnie zawsze i wiem komu mogę zaufać. W jakimś stopniu spełniam swoje marzenia i po prostu jestem szczęśliwa. Bardzo bym chciała, aby wszystko co planuję spełniło się w stu procentach.
sobota, 5 kwietnia 2014
#Czwartek.
Tak przyznaje się pogorszyłam oceny oraz swoje ogólne zachowanie. To moja wina, zdaję sobie z tego sprawę. Nie zamierzam nikogo za nic przepraszać, ale nie o tym miała być mowa.
Piszę to siedząc na łóżku opierając się plecami o ścianę. Mam łzy w oczach, temperówkę w dłoni i miliard myśli na sekundę. Wciąż w mej głowie główną rolę gra on, Przemek. To właśnie na wspomnienie o nim automatycznie się uśmiecham i przechodzi mnie dreszcz. Pewnie siedzi i martwi się tak jak ja. Boże, dlaczego on musi być tak cholernie daleko?!. (płaczę) Powtarzam sobie jedno zdanie: 'Misia, nie płacz, będzie dobrze, bądź silna, pokaż im, że jesteś twarda.' Po mimo to łzy same lecą. Oddałabym wszystko, żeby choć na chwilę się do niego przytulić. Poczuć jego dotyk, zapach... Poczuć, że jest blisko mnie nie tylko duchem, ale i ciałem. Patrze w niebo i chodź dzieli nas te cholerne 1700 km , czuje jego obecność. Im częściej przywołuję go myślami, tym skuteczniej zwalczam myśli samobójcze kłębiące się w mojej głowie. Dzięki niemu wiem, że pokonam wszelkie życiowe problemy.
Piszę to siedząc na łóżku opierając się plecami o ścianę. Mam łzy w oczach, temperówkę w dłoni i miliard myśli na sekundę. Wciąż w mej głowie główną rolę gra on, Przemek. To właśnie na wspomnienie o nim automatycznie się uśmiecham i przechodzi mnie dreszcz. Pewnie siedzi i martwi się tak jak ja. Boże, dlaczego on musi być tak cholernie daleko?!. (płaczę) Powtarzam sobie jedno zdanie: 'Misia, nie płacz, będzie dobrze, bądź silna, pokaż im, że jesteś twarda.' Po mimo to łzy same lecą. Oddałabym wszystko, żeby choć na chwilę się do niego przytulić. Poczuć jego dotyk, zapach... Poczuć, że jest blisko mnie nie tylko duchem, ale i ciałem. Patrze w niebo i chodź dzieli nas te cholerne 1700 km , czuje jego obecność. Im częściej przywołuję go myślami, tym skuteczniej zwalczam myśli samobójcze kłębiące się w mojej głowie. Dzięki niemu wiem, że pokonam wszelkie życiowe problemy.
środa, 2 kwietnia 2014
#Czas.
Coraz częściej zaczynam żałować pewnych decyzji, ale wiem czasu nie cofnę. Dziś z zupełnie innej perspektywy widzę niektore sytuacje. Może gdybym dłużej się w danym momencie zastanowiła moje życie wyglądałoby inaczej, może byłoby lepiej, albo mnie by już nie było. Im więcej rozmyślam nad tym "co by było gdyby... ? " , tym coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że wybrałam złą drogę. Być może działałam pod wpływem chwili, emocji tudzież takie rozwiązanie było najbardziej korzystne. Tak jak już mówiłam czasu nie da się cofnąć, ale trzeba jakoś egzystować i znosić konsekwencje swojego postępowania. Jedyne czego teraz potrzebuję to silnego przytulenia i słów: "Jestem przy Tobie, kocham, pomogę, będę zawsze." .
wtorek, 1 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)