poniedziałek, 16 czerwca 2014

...

Może to pogoda tak na mnie wpływa, a może inne czynniki. To właśnie w taki dzień jak ten, gdy od rana mam dobry humor, śmieje się i mam na wszystko wyjechane dopada mnie straszliwy smutek. Wracam do domu po mile spędzonym dniu w szkole, przechodzę przez próg, jem obiad w samotność... Merdam sztućcami w talerzu i myślę, myślę nad tym wszystkim. Nad całym moim popieprzonym życiem. Tak to taka swoista filozofia przy posiłku. Śmieszne? Być może, ale takie rozmyślanie pomaga, ale nie przy tak podłym humorze. Wtedy w człowieku odzywa się ta ponura strona jego duszy, ta zła i smutna, która znęca się nad naszą psychiką. Mózg mimo szczerych chęci przegrywa walkę i pozwala, by wmówiono człowiekowi, że jest najgorszy, że nie zasługuje na ani jedną sekundę życia, a o szczęściu to może zapomnieć. Są takie chwile, gdy ani muzyka, ani czekolada, ani nawet dobra książka nie są w stanie pomóc. Jest tylko głucha cisza, która aż pulsuje w uszach. Łzy chcą się wydostać, ale coś nie pozwala. Siedze sama w pokoju, w pustym domu rodzice są zajęci swoimi obowiązkami. Ale to nie tak, że mnie nie kochają, bo chyba kochają, chodź tego nie mówią. Martwią się o mnie i mimo to, że krzyczą to wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej. Może i jestem głupia, dziwna i nie doceniam tego co mam, ale w niektórych momentach wolałabym być w domu dziecka. Uzasadniam to tym, że nienawidzę jak mnie wyzywają, wolałabym wiedzieć, że nikt mnie nie kocha niż się łudzić. Ale mam jeszcze Przemka, dzięki któremu tak na prawdę jeszcze żyję i to piszę. Za pomocą tych wpisów uspokajam się i trochę poprawiam sobie humor. Ile można siedzieć tłumić w sobie krzyk i płacz? Ile można gryźć ręce i przytulać sie mocno do poduszki, by nikt nie usłyszał i nie zobaczył, że coś jest źle. Po co się tłumaczyć jak i tak powiedzą, że te problemy to przy ich kłopotach to nic. Lepiej przyczepić sobie do twarz sztuczny uśmiech i udawać, że nic się nie dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz